piątek, 2 marca 2012

Rozdział 7


   Wracając do domu, wciąż myślałam o tym chłopaku, o jego uśmiechu i o jego gładkim jak jedwab głosie .. po niecałych 15 minutach byliśmy już na miejscu. Oczywiście mam na myśli dom. Weszliśmy do środka. Nagle odezwał się cichy, delikatny głos mamy .
- Cześć skarbie .. rozwiesiłaś ogłoszenia .. - powiedziała, nie wyrażając przy tym żadnych emocji .
-Mamo! Zobacz kto się znalazł! - popchnęłam Toma w stronę drzwi od salonu.
Mama podniosła się , i znalazła się koło nas w mgnieniu oka. Miałam wrażenie, że zrobiła to tak szybko jak wampir. Tata pobiegł za nią, nieco wolniej.
-Matko Boska! Tom! Gdzie byłeś ?! Martwiliśmy się o ciebie kochanie.
-Tak wiem .. Katherine zdążyła mi już to powiedzieć..- po wypowiedzeniu tego zdania przez Toma zapadła niezręczna cisza.
-Babcia nie żyje.- Mama wciąż zszokowana tym co się stało wypowiedziała tylko trzy słowa , po czym poszła do sypialni i zaczęła płakać w poduszkę - tak przynajmniej przypuszczam. Nie wiem dokładnie czy płakała, ale tak mi się zdawało. Po usłyszeniu tych trzech wyrazów Tomowi zbladła skóra. Wydawałoby się , że zaraz sie popłacze.. i tak było! Mój brat płacze?! WOW! - pomyślałam. Jednak i tak było mi szkoda go, tak samo jak rodziców. Ponownie przypomniałam sobie, o chwilach spędzonych z babcią. W tym momencie, łzy napłynęły mi do oczu. Mój młodszy brat zauważywszy, że widzę jak on płacze, pobiegł do swojego pokoju. Trzasnął drzwiami...
Przez ostatnich pięć dni widywałam się z nim tylko podczas śniadań i obiadów. Zjadał on swoją porcję ( czasami nawet zostawiał ) i biegł od razu do pokoju. Z rodzicami, było podobnie. Tata jak co dzień chodził do pracy, więc jak wcześniej nie miał dla nas czasu.. a mama .. robiła podobnie jak Tom . Zamykała się w sypialni, lub leżała łkając na sofie w salonie...
Lizzie. Hmm. Tylko ona mogła pomóc przejść przez ten ciężki okres.-powiedziałam pod nosem, siedząc na łóżku w swoim pokoju.- zadzwonię do niej.
-  Cześć, mała.
-  Hej . Liz . Możemy pogadać ?
-   Ooo. Kate.. Teraz nie mogę .. Wiesz , no jestem na randce ii ..
Co to ma w ogóle znaczyć! Nie ma czasu dla przyjaciółki, bo jest na randce! Gdyby to ona miała problemu w rodzinie na pewno bym jej pomogła.
-  Mała musze kończyć.. Paa- Nie zdążyłam nawet odpowiedzieć. Beszczelnie  się rozłączyła! Postanowiłam, więc poszukać wsparcia na ulicy. Wiem było to trochę dziwne. Nie , to było bardzo dziwne, ale nie miałam wyjścia...

środa, 15 lutego 2012

Rozdział 6


Skierowałam się w stronę "deptaku". Musiałam przecież rozwiesić te ogłoszenia, ze znalezieniem psa. Postanowiłam, że to będzie idealne miejsce. Podeszłam do pierwszej kolumny z ogłoszeniami ( itp.) i zaczęłam rozwieszać na niej kartki... Po skończonej pracy(czyli rozwieszaniu ogłoszeń) poszłam w stronę sklepu "jubilerskiego". Chciałam kupić sobie nowe kolczyki. Weszłam do sklepu i nagle go zobaczyłam. Stał i kupował naszyjnik. Dał pieniądze ekspedientce i spojrzał wprost na mnie, robiąc przy tym oczy jakby zobaczył dinozaura. Tom(mój brat) przecież zaginął. Policja go szuka, a on kupuje jakiś tandetny naszyjnik.
-             Tom! Co ty tu robisz?! Wiesz jak się o ciebie martwimy!- powiedziałam krzycząc na cały sklep.
-          Ciszej, mów ciszej..- uspokajał mnie młodszy brat.
-          Powaliło cię?! Wszyscy się martwią, że coś ci się stało!
-          Przepraszam.- I już. Czy to słowo chciałam usłyszeć?! Czy ktokolwiek chciałby usłyszeć to w takiej sytuacji. Mówiąc jednym słowem : ZATKAŁO MNE!
-          Co. To wszystko?!
-          O co ci chodzi dziewczyno!- krzyknął wychodząc ze sklepu.( Oczywiście pobiegłam za nim.)
-          Po pierwsze to jestem TWOJĄ siostrą, a po drugie to o co TOBIE chodzi!
-          Mi o nic. To ty się czepiasz. Idę do domu, więc daj mi spokój. Ok?
-          Nie, nie dam ci spokoju. Pójdziesz do domu ze mną. Jasne?
-          Jasne jak słońce siostrzyczko.
Szliśmy, więc tak przez długi deptak w stronę domu. Nawet zapomniałam kupić kolczyki, na które "czaiłam się" od miesiąca. Wszystko przez Toma- pomyślałam. Nagle z ręki wypadła mi taśma klejąca. Schyliłam się, by ją podnieść. W pewnym momencie ktoś uderzył mnie ramieniem w talię.
-           Ała.. - powiedziałam wijąc się z bólu.
-          Przepraszam nie chciałem.-powiedział znajomy głos.
Podniosłam głowę żeby ujrzeć "napastnika". Wow- pomyślałam. Ale przystojniak.
-          Nic się nie stało, chyba nic.- wyszeptałam i wtedy po raz pierwszy spotkały się nasze spojrzenia.
-          To dobrze.- uśmiechnął się i odszedł.
Jego uśmiech był porażająco piękny. Właściwie on cały był piękny. Może nawet przepiękny...

sobota, 11 lutego 2012

Rozdział 5


Włączyłam program nr. 5, na którym leciał właśnie mój ulubiony serial "The vampire diaries". ( uwielbiałam go pomijając fakt, że nienawidzę wampirów.)Niestety puszczali powtórki, więc przełączyłam na TLC. Leciała tam Dr. G. Nie lubiłam tego, lecz nic innego co było w TV mnie nie interesowało. Zostawiłam więc na tym programie. Postanowiłam wytrwać do czasu, aż Tom pójdzie na tą imprezę, z okazji ...- właściwie sama nie wiem z jakiej to było okazji. Niestety  zasnęłam w ciągu pierwszych 15 min. Nawet nie wiedziałam czy Tom dotarł na tą dyskotekę czy też nie. Szczerze mówiąc nie obchodziło mnie to.
Rano obudził mnie głos jakiejś kobiety. To nie była moja matka. Właściwie nie wiem kto to był. Jakaś obca baba siedziała właśnie w moim salonie! - pomyślałam cała zagotowana w środku. Po otworzeniu oczu zobaczyłam kim już była ta kobieta, zobaczyłam także moich rodziców, płaczącą matkę i ojca z jego zmartwioną miną. A zaraz za nimi grupkę policjantów i oczywiście kobietę która mnie tak wkurzała. To była policjantka. Podniosłam się i od razu moją uwagę przykuł mały piesek siedzący na fotelu.
-          Mamo. Co się dzieje!? Gdzie jest Tom?!
Matka nie odpowiedziała tylko zaczęła głośniej płakać.
-          Mamo! Co się dzieje!?
-          Kochanie..- powiedział tata.-twój brat zaginął wczoraj wieczorem.
-          Co?! - w tym momencie moja twarz zalała sie łzami.
-          Nie widziano go od wczoraj, gdy wyszedł na dyskotekę.- tłumaczyła mi ze spokojem policjantka.
-          Jak to ?! Przecież on nie mógł tak po prostu zniknąć! Musi być jakieś wytłumaczenie, na to co się zdarzyło.
-          Przykro mi.. ale jedyne co możemy ci na razie powiedzieć to, to że najprawdopodobniej został uprowadzony.
Zasłoniłam twarz rękoma i pobiegłam do pokoju. Kiedy policjanci opuścili już nasz dom, do mojego pokoju weszła mama.
-          Kochanie to nie wszystko co mamy ci do powiedzenia..
-          Co? To jest coś jeszcze.
-          Twoja babcia.. Ona nie żyje.
Rozpłakałam się jak szalona. To była moja jedyna babcia, ponieważ od strony taty nie znałam ani babci, ani dziadka. Nie mam już nikogo. Babcia, ani dziadek już nie żyją, Tom zaginął.- pomyślałam. Przytuliłam się do mamy. Ona objęła mnie jak najmocniej mogła głaszcząc mnie jedną ręką po plecach.
-          Mamo, dlaczego odchodzą osoby, które kocham.-powiedziałam łykając łzy.
-          Nie wiem kochanie, nie wiem.
Ten dzień nie mógł zacząć się gorzej.
-          Córeczko, jeszcze jedna sprawa. Czy mogłabyś zrobić plakaty o zaginięciu pieska. Tego co siedzi u nas w salonie. Na pewno ktoś martwi się o niego tak jak my o Toma.. - powiedziała i wyszła z pokoju.
-          Oczywiście. - nie zdążyłam nawet odpowiedzieć. Widziałam jak ona cierpiała. Wiedziałam, że to moja wina(oczywiście, że Tom znikł) i chciałam jakoś pomóc, więc wzięłam się do robienia ogłoszenia. Zbiegłam na dół z aparatem. Zrobiłam kilka zdjęć psu i poszłam do swojego pokoju, wgrać je na laptopa. Kiedy skończyłam już robienie ogłoszeń, ubrałam moje ulubione trampki i zeszłam pożegnać się z rodzicami. ( chciałam iść poszukać brata, jak i również porozwieszać te o to plakaty.)
-          Mamo idę porozwieszać plakaty z ogłoszeniem, gdzieś w okolicy .- powiedziałam spoglądając kątem załzawionego oka na policjantkę, która próbowała uspokoić moją matkę.
-          Dobrze kochanie idź. - nie spojrzała nawet na mnie, ponieważ była tak zdruzgotana. Łzy same leciały jej z oczu. Tak jak i mi.
Wyszłam na podwórko i pierwsze co zrobiłam, to było rozejrzenie się dookoła. Następnie otarłam rękawem łzy i skierowałam się do domu mojej przyjaciółki. Wiedziałam, że Lizzie jest teraz w szkole, jednak coś mnie tam ciągnęło. Nie bardzo wiedziałam co to takiego. Zapukałam do drzwi. Otworzyła je jej mama.
-          Dzień dobry.- wykrztusiłam podciągając nosem i zasłaniając włosami łzy w oczach.
-          Witaj kochana. W czym ci mogę pomóc?
-          Czy jest .. - nie zdążyłam odpowiedzieć, bo ona wyprzedziła moje pytanie.
-          Lizzie nie ma, jest w szkole. Z resztą ty też powinnaś tam być. Czy coś się stało? Mogę jakoś pomóc.
-          Nie nic się nie stało. Małe problemy rodzinne. - Mówiąc "małe" kłamałam. Przecież każdy kto stracił babcię i zaginął mu brat czy siostra, mniejsza nie może czuć się okej.- Ja już pójdę. Miło było panią zobaczyć. Mam prośbę jak Liz przyjdzie, niech do mnie zadzwoni. Dowidzenia.
-          Ciebie także miło było zobaczyć. Powiem jej. Dowidzenia.

piątek, 10 lutego 2012

Rozdział 4


        Wilk przemienił się, w młodą dziewczynę. Miała ona piękne, długie włosy koloru brązowego. Podbiegła do mnie, po czym zapytała.
-          Nic ci nie jest?
-          Nie. Tylko, nie bardzo rozumiem co tu się stało. Dlaczego mnie uratowałaś? Przecież sama mogłaś zginąć!- powiedziałam to z lekkim oburzeniem.
-          Zadaniem wilkołaków, jest chronienie ludzi przed wampirami. Więc musiałam cię uratować, czy chciałam, czy też nie.
-          Hmm.. W takim razie dziękuję.
Twarz dziewczyny rozpromieniała uśmiechem.
-          Proszę bardzo. A tak w ogóle to jestem Alex.
-          A ja Kate.
Zaczęłyśmy się śmiać, nie wiadomo z czego. Jednak tą uroczą chwilę przerwała dzwoniąca komórka Alex.
-          Halo?
-          Gdzie jesteś ! Miałaś przyjść do parku o 19. Jest już 19.30!
Co?!Już 19.30! Przecież gdy wychodziłam ze szkoły była 18. ( tak to było trochę dziwne, że lekcje kończyły się o tak późnej porze . Jednak nie mogłam nic na to poradzić). A jeśli chodzi o rozmowę dziewczyny z jakimś chłopakiem to, mogę tylko powiedzieć, że mężczyzna(tak myślę, że to był mężczyzna) który zadzwonił do Alex krzyczał tak głośno do słuchawki, że po drugiej stronie ulicy byłoby go słychać.
-          Ja... jestem u ciotki.
-          Możesz powtórzyć co powiedziałaś ?!
-          Przecież wiesz dobrze, że w tym tygodniu miałam jechać do cioci.
-          Miałaś jechać w środę! A jest poniedziałek, o ile się nie mylę. Prawda?!
-          Noo .. tak. Ale Jane wyjeżdża jutro, więc postanowiłyśmy odwiedzić ją(ciotkę, rzecz jasna) dziś.
-          Dobra daj już spokój. To przyjdziesz do parku zaraz czy nie.
Wyszeptał coś jeszcze, ale nie usłyszałam o czym mówił dokładnie.
-           Dobrze. Przyjdę, jak szybko się da.
-          Okej. To czekam.
Po wypowiedzeniu tych słów rozłączył się i słychać było tylko "pip pip pip "- coś w tym stylu. Alex podeszła do mnie i złapała mnie delikatnie za ramię.
-          Muszę już iść. Dokończymy rozmowę kiedy indziej.
Po czym zmieniła swoją ludzką formę w wilka.(aby dotrzeć szybciej na miejsce) Od razu gdy odeszła, ruszyłam w stronę oświetlonej drogi. Wciąż się bałam, że Derek gdzieś się na mnie "czai".
Doszłam do domu, po 30 min. Weszłam bezszelestnie, jak wampir do środka. W całym domu było dziwnie cicho i ciemno. Wzięłam do ręki szpilki mamy i poszłam prosto do salonu.
 Zapaliłam światło w tym pokoju i doznałam podwójnego szoku. Mój brat siedział na kanapie, obściskując się z  Nelly.(jego koleżanką z klasy)
-          Co ty robisz !
-          Nic ! A w ogóle co ty tu robisz?!
Nelly odsunęła się od niego, po czym wstała.
-          Ja już lepiej pójdę.
-          Tak, to dobry pomysł- powiedziałam wkurzona na brata.
Pa pa.- pomachał mu na pożegnanie i wyszła z naszego domu.
-          Co ty se myślisz?! Wchodzisz bez pukania i rozwalasz mi RANDKĘ!
Powiedział RANDKĘ.. to rzeczywiście musiało być dla niego ważne "spotkanie", z tą dziewczyną. Nigdy wcześniej nie mówił na spotkanie z dziewczyną randka.-pomyślałam czując ból, który zadałam bratu.
-          Nie chciałam psuć ci randki.
-          Ale to zrobiłaś!
-          Naprawdę nie chciałam. Co mam zrobić żebyś przyjął moje przeprosiny?
-          Kup mi hot doga .
-          Dobraa.. ale jutro.
-          Ok. A teraz wybacz ale idę się odświeżyć przed pójściem na dyskę szkolną.
-          Idziesz na nią? Z kim? Ze swoją piękną NESSI?!- zaśmiałam się po cichu.
-          Śmiej się ile możesz. Niedługo nie będzie ci do śmiechu jak coś na ciebie powiem całej szkole, a wiesz dobrze, że jestem w tym dobry.
-          Hej! Bo nie dostaniesz jutro hot doga!
-          No dobra. Przepraszam.
-          No mam nadzieję.
 Tom poszedł do łazienki, a ja poszłam odłożyć buty do przed pokoju. Następnie rozsiadłam się na sofie w salonie i włączyłam telewizję. 

piątek, 3 lutego 2012

Rozdział 3


Skręciłam w prawo, po czym go zobaczyłam. Stał oparty o futrynę drzwi magazynu. To był Derek- wampir. Największy  wróg Lizzie(mój także, ponieważ uważał, że jeśli przyjaźnie się z wilkołaczycą, to sama nią jestem). W ręku trzymał zakrwawiony nóż. Obok niego leżała, zakrwawiona dziewczyna.
-          Po co ci ten nóż ?!- spytałam ze zdenerwowaniem.
-          Nie mów, że nie wiesz ..
-          Hmm.... Masz rację, nie wiem. Jesteś wampirem więc po co ci nóż, skoro możesz zabić inaczej?!- zapytałam zdenerwowana.
-          Chciałem się dziś zabawić, ale wiesz co się stało ?
Powiedział to zdanie ze spokojem, który  u wampirów był niespotykany.
-          Nie ...
I nie chcę wiedzieć- pomyślałam przewracając oczami.
-          Zachciało mi się kogoś zabić i ...
-          I zabiłeś ją nożem . -powiedziałam to z trudem.
-          Tak . Jesteś taka piękna i mądra.
-          O co Ci znów chodzi?! Co?!
-          Nie o nic.
-          To pozwól, że pójdę dalej, a ty tu zostaniesz i dokończysz to co zacząłeś .
-          Nie. Nie podoba mi się ta propozycja.
-          Ale mnie się podoba.- powiedziałam drżącym głosem.
-          Hmm... Może zróbmy tak. Trochę się tobą zabawię, a potem pójdziesz gdzie będziesz chciała.
-          Nie podoba mi się ta opcja..
-          Ale ja się nie pytam czy ci się podoba czy nie.
Przełknęłam ślinę. Był tak blisko, że czułam jego zimny oddech na skórze. Następnie złapał mnie za szyję i przybliżył do niej   swe usta. Utworzył je i jedyne co zobaczyłam to ściekająca z jego kłów ślina. Był to obrzydliwy widok. Nagle rozległ się warkot, wściekłego psa. Derek spojrzał za siebie. Spojrzałam tam gdzie on. Gdy to zobaczyłam ogarnął mnie strach i podziw.  Był to wilk. Dokładniej wilkołaczyca. Stała wpatrując się wściekłymi oczami na mojego wroga, którego piekielnie się bałam. W jednej chwili wilk rzucił się na Dereka. Walczyli tak przez co najmniej 15 min. Po stoczonej walce wampira z wilkołakiem, byłam bardziej przerażona niż w czasie gdy trwała.  Bałam się co będzie teraz. Gdy już oba stworzenia się w "miarę" uspokoiły, Derek  ruszył przed siebie. Nie widziałam nawet, w którym kierunku. Tak szybko się poruszał(jak każdy wampir, rzecz jasna).                                                                   

Rozdział 2


Poczułam, że robię się czerwona, jak burak. Opuściłam, więc głowę w dół i ruszyłam w stronę głównego wejścia do szkoły. Szłam cały czas prosto, nie zatrzymując się nawet na moment.
Nagle poczułam jak coś, lub ktoś uderza mnie w plecy z siłą, którą trudno sobie wyobrazić. Jęknęłam cicho z bólu. Wiedziałam kto był tak mądry(oczywiście w przenośni), aby uderzyć mnie tak mocno i niespodziewanie. To Lizzie. Moja najlepsza przyjaciółka - wilkołaczyca. Fascynowało mnie w niej to, że po mimo swej wilczej natury umiała pogodzić świat ludzi, ze światem wilków.
-          Hej, mała !                 Co tam ?
-          Cześć, Lizzie ... wszystko okej poza tym, że ktoś walnął mnie w plecy.
-          Przepraszam. Wołałam cię ale chyba nie słyszałaś, więc ...
-          Więc postanowiłaś mnie walnąć.
-          Tak. Powiedzmy, że tak ...
Lizzie od zawsze była szalona, można nawet powiedzieć, że nienormalna. Jednak nie przeszkadzało to mi, w przyjaźni z nią.
-          I co wypatrzyłaś sobie jakiegoś przystojniaczka ?- zapytała idąc razem ze mną w stronę sali od fizyki.
-          Nie.
-          Nie, to znaczy że jeszcze nie szukałaś, czy że nie znalazłaś ?
-          Nie, to znaczy, że nie chcę mieć teraz chłopaka.
Powiedziałam na odczepnego i weszłam do sali lekcyjnej. Na środku stał starszy, brodaty mężczyzna. Inaczej mówiąc nauczyciel fizyki, pan Wolter. Przedstawił się nam i wyszedł. Usiadłyśmy na wolnym miejscu i czekałyśmy na dzwonek, rozpoczynający lekcje. Było to trochę dziwne, ponieważ zwykle czeka się przed klasą, a nie w jej wnętrzu. Gdy zabrzmiał alarm, na którego czekałyśmy pan Wolter wszedł do klasy.
-          Dzień dobry, najdrożsi.
-          Dzień dobry.
-          Powiedział do nas najdrożsi ?! - szepnęłam Lizzie do ucha.
-          Tak. Dziwak podobno jest z niego. Zobacz jak on wygląda. Ubrał się i uczesał jak nienormalny.
Zupełnie jak mój brat- pomyślałam.
-          Hehe. Niechętnie, ale się z tobą zgodzę.
Naszą zabawną rozmowę musiał przerwać pan Dziwak.
-          Przeszkadzam wam w czymś.
-          Nie, my tylko..
-          Nie tłumaczcie się. Jesteście nowymi uczennicami, prawda?
-          Tak.
-          A więc to było moje pierwsze i ostatnie ostrzeżenie. Następnym razem kiedy się odezwiecie, czeka was kara.
Co to znaczy "czeka was kara"? Co miał na myśli, to mówiąc?- te skomplikowane i trudne myśli przepływały mi przez komórki mózgowe.
Po skończonej lekcji poszłyśmy na plac szkoły i usiadłyśmy, jedząc lunch na ławce.
-          Dziwny ten nauczyciel.
-          Tak, jasne ...
-          W ogóle nie umie uczyć.
-          Tak, jasne ...
-          Liz! Ty mnie w ogóle słuchasz?!
-          Noo .. Tak.
-          Lizzie!
-          Zobacz jaki przystojniak. Chodzący ideał.
No tak. Liz tylko jedno w głowie. Chłopcy. Zawsze gdy zobaczyła jakiegoś przystojniaczka, traciła głowę, jakby w ogóle nie myślała.- pomyślałam.
Wskazała na chłopaka siedzącego na murku, koło głównego wejścia szkoły. Rzeczywiście nie była brzydki. Jednak jak na mój gust, to do ideału mu brakowało sporo.
-          Nawet ładny, ale nie w moim guście.
-          Nie znasz się! On jest piękny.
-          Dla ciebie tak, ale dla mnie nie..
-          Cicho! Ważne, że mnie się podoba.
Siedziałyśmy tak jeszcze przez chwilę. Ja oglądałam piękno otaczającej mnie natury, a Liz gapiła się na niego(tego pięknego chłopaka, oczywiście dla niej pięknego) i zapisywała coś w swoim notatniku. Jeśli można to nazwać notatnikiem, ponieważ od kiedy go ujrzała jego kartki zostały zapełnione jego podobiznami. Wyglądało to nawet ładnie, bo Lizzie miała talent plastyczny. Była chyba jedynym wilkołakiem na świecie o takiej umiejętności.
Kiedy już lekcje się skończyły, pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam w stronę przystanku. Gdy doszłam, spojrzałam na rozkład jazdy. Autobus miałam dopiero za 40 minut ! Co ?! Dopiero! -pomyślałam oburzona, tym faktem. Usiadłam na "przystankowej" ławce i rozmyślałam zdenerwowana. Po chwili namysłu zdecydowałam, że wrócę do domu pieszo. Poszłam prosto, następnie skręciłam w lewo. Weszłam na zupełnie pustą uliczkę. Było tam bardzo ciemno, a wokół mnie nikogo. Nagle usłyszałam jakiś hałas. Moim zdaniem było to coś w rodzaju opuszczanego noża. Przyśpieszyłam krok, prawie do biegu i skręciłam w prawo kierując się do centrum Handlowego.

Kontynuacja rozdziału 1



Po zakończonej rozmowie poszłam spać do swojej sypialni. Gdy się obudziłam była godzina 8.05. O nie ! Zaspałam! Do rozpoczęcia lekcji zostało zaledwie pół godziny ! Wstałam cała w nerwach, że spóźnię się do szkoły i to pierwszego dnia. Podeszłam, prawie że biegnąc do szuflady z bluzkami i wybrałam najwygodniejszą jaką miałam.                                                                                                                      




















Następnie podbiegłam do szafy ze spodniami. Wybrałam  rurki. Gdy zakładałam spodnie w pośpiechu, usłyszałam troskliwy głos mamy.          
                                                                            

-           Kate, kochanie choć na śniadanie.
-          Już idę, mamo!
Wzięłam w rękę trampki sięgające do kostki i ruszyłam na dół, w stronę kuchni.
-           WOW! Mała, wyglądasz strasznie.
-          Wiem, nie zdążyłam się uczesać i pom..
-          Coś mówiłaś, skarbie.
-          Oj, Billy. Kate ma już 15 lat. Dorasta...
-          To niech dorasta. Ale malowanie nie jest jej potrzebne. Jest piękna bez tego całego make-up'u.
-          Chodzi mi o to, że jak każda dziewczyna w jej wieku chce wyglądać ładnie. Zrozum, że jest już duża i może sobie pozwolić na malowanie.
Mama zawsze wstawiała się za mną gdy w grę wchodziło malowanie. Pod tym względem była naprawdę dobra, ponieważ zazwyczaj wygrywała tą trudną i wyczerpującą rozmowę.
-           Cieszę się, że jest tak otwarta na nowe wyznania, ale ...
-          Ale .. co ?
O nie ! Jest jakieś ale ! To zazwyczaj źle wróżyło .
Wtrącanie się gdy tata mówił nie było dobre, szczególnie w sytuacji gdy w grę wchodził make-up.
-          Ale, wolałbym gdybyś  spróbowała czegoś innego.
-          To wolisz żeby twoja córka ćpała, piła i paliła?
-          No właśnie tato. - powiedziałam biorąc ogórka kiszonego.
-          Nie.
-          No właśnie. Daj jej trochę wolności pod tym względem.
-          Pomyślę o tym.
Hura! Cieszyłam się niezmiernie, ponieważ ponownie wygrałyśmy "bitwę". Jednak moje szczęście nie trwało długo. Gdy spojrzałam na zegarek była już 8.30. Minęło już 20 minut!  Teraz to już na pewno się spóźnię! Pobiegłam na górą do łazienki i niechlujnie przeczesałam włosy. Następnie zeszłam ponownie na dół, przytuliłam rodziców na pożegnanie i wyszłam pośpiesznie z domu. Pobiegłam wprost na przystanek, na którym stał już autobus. Ludzie wsiadali i wysiadali z niego. Odetchnęłam z ulgą, wiedząc że nie spóźniłam się na niego. Wsiadłam do środka, odbiłam bilet i usiadłam na wolnym miejscu. Gdy dojechałam na miejsce (czyli do szkoły) od razu moją uwagę przykuła duża wieżyczka na środku dachu. była ona pięknie ozdobiona (przynajmniej jak dla mnie).Moja fascynacja jednak nie trwała długo. Kiedy stanęłam w bramie(była naprawdę wielka), poczułam się dziwnie. Jakby ktoś mnie obserwował. Nie myliłam się. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam ze sto twarzy (jak nie więcej) patrzących się na mnie.