piątek, 3 lutego 2012

Rozdział 2


Poczułam, że robię się czerwona, jak burak. Opuściłam, więc głowę w dół i ruszyłam w stronę głównego wejścia do szkoły. Szłam cały czas prosto, nie zatrzymując się nawet na moment.
Nagle poczułam jak coś, lub ktoś uderza mnie w plecy z siłą, którą trudno sobie wyobrazić. Jęknęłam cicho z bólu. Wiedziałam kto był tak mądry(oczywiście w przenośni), aby uderzyć mnie tak mocno i niespodziewanie. To Lizzie. Moja najlepsza przyjaciółka - wilkołaczyca. Fascynowało mnie w niej to, że po mimo swej wilczej natury umiała pogodzić świat ludzi, ze światem wilków.
-          Hej, mała !                 Co tam ?
-          Cześć, Lizzie ... wszystko okej poza tym, że ktoś walnął mnie w plecy.
-          Przepraszam. Wołałam cię ale chyba nie słyszałaś, więc ...
-          Więc postanowiłaś mnie walnąć.
-          Tak. Powiedzmy, że tak ...
Lizzie od zawsze była szalona, można nawet powiedzieć, że nienormalna. Jednak nie przeszkadzało to mi, w przyjaźni z nią.
-          I co wypatrzyłaś sobie jakiegoś przystojniaczka ?- zapytała idąc razem ze mną w stronę sali od fizyki.
-          Nie.
-          Nie, to znaczy że jeszcze nie szukałaś, czy że nie znalazłaś ?
-          Nie, to znaczy, że nie chcę mieć teraz chłopaka.
Powiedziałam na odczepnego i weszłam do sali lekcyjnej. Na środku stał starszy, brodaty mężczyzna. Inaczej mówiąc nauczyciel fizyki, pan Wolter. Przedstawił się nam i wyszedł. Usiadłyśmy na wolnym miejscu i czekałyśmy na dzwonek, rozpoczynający lekcje. Było to trochę dziwne, ponieważ zwykle czeka się przed klasą, a nie w jej wnętrzu. Gdy zabrzmiał alarm, na którego czekałyśmy pan Wolter wszedł do klasy.
-          Dzień dobry, najdrożsi.
-          Dzień dobry.
-          Powiedział do nas najdrożsi ?! - szepnęłam Lizzie do ucha.
-          Tak. Dziwak podobno jest z niego. Zobacz jak on wygląda. Ubrał się i uczesał jak nienormalny.
Zupełnie jak mój brat- pomyślałam.
-          Hehe. Niechętnie, ale się z tobą zgodzę.
Naszą zabawną rozmowę musiał przerwać pan Dziwak.
-          Przeszkadzam wam w czymś.
-          Nie, my tylko..
-          Nie tłumaczcie się. Jesteście nowymi uczennicami, prawda?
-          Tak.
-          A więc to było moje pierwsze i ostatnie ostrzeżenie. Następnym razem kiedy się odezwiecie, czeka was kara.
Co to znaczy "czeka was kara"? Co miał na myśli, to mówiąc?- te skomplikowane i trudne myśli przepływały mi przez komórki mózgowe.
Po skończonej lekcji poszłyśmy na plac szkoły i usiadłyśmy, jedząc lunch na ławce.
-          Dziwny ten nauczyciel.
-          Tak, jasne ...
-          W ogóle nie umie uczyć.
-          Tak, jasne ...
-          Liz! Ty mnie w ogóle słuchasz?!
-          Noo .. Tak.
-          Lizzie!
-          Zobacz jaki przystojniak. Chodzący ideał.
No tak. Liz tylko jedno w głowie. Chłopcy. Zawsze gdy zobaczyła jakiegoś przystojniaczka, traciła głowę, jakby w ogóle nie myślała.- pomyślałam.
Wskazała na chłopaka siedzącego na murku, koło głównego wejścia szkoły. Rzeczywiście nie była brzydki. Jednak jak na mój gust, to do ideału mu brakowało sporo.
-          Nawet ładny, ale nie w moim guście.
-          Nie znasz się! On jest piękny.
-          Dla ciebie tak, ale dla mnie nie..
-          Cicho! Ważne, że mnie się podoba.
Siedziałyśmy tak jeszcze przez chwilę. Ja oglądałam piękno otaczającej mnie natury, a Liz gapiła się na niego(tego pięknego chłopaka, oczywiście dla niej pięknego) i zapisywała coś w swoim notatniku. Jeśli można to nazwać notatnikiem, ponieważ od kiedy go ujrzała jego kartki zostały zapełnione jego podobiznami. Wyglądało to nawet ładnie, bo Lizzie miała talent plastyczny. Była chyba jedynym wilkołakiem na świecie o takiej umiejętności.
Kiedy już lekcje się skończyły, pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam w stronę przystanku. Gdy doszłam, spojrzałam na rozkład jazdy. Autobus miałam dopiero za 40 minut ! Co ?! Dopiero! -pomyślałam oburzona, tym faktem. Usiadłam na "przystankowej" ławce i rozmyślałam zdenerwowana. Po chwili namysłu zdecydowałam, że wrócę do domu pieszo. Poszłam prosto, następnie skręciłam w lewo. Weszłam na zupełnie pustą uliczkę. Było tam bardzo ciemno, a wokół mnie nikogo. Nagle usłyszałam jakiś hałas. Moim zdaniem było to coś w rodzaju opuszczanego noża. Przyśpieszyłam krok, prawie do biegu i skręciłam w prawo kierując się do centrum Handlowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz