Poczułam, że robię się czerwona,
jak burak. Opuściłam, więc głowę w dół i ruszyłam w stronę głównego wejścia do
szkoły. Szłam cały czas prosto, nie zatrzymując się nawet na moment.
Nagle poczułam jak coś, lub ktoś
uderza mnie w plecy z siłą, którą trudno sobie wyobrazić. Jęknęłam cicho z
bólu. Wiedziałam kto był tak mądry(oczywiście w przenośni), aby uderzyć mnie
tak mocno i niespodziewanie. To Lizzie. Moja najlepsza przyjaciółka -
wilkołaczyca. Fascynowało mnie w niej to, że po mimo swej wilczej natury umiała
pogodzić świat ludzi, ze światem wilków.
-
Hej, mała
! Co tam ?
-
Cześć,
Lizzie ... wszystko okej poza tym, że ktoś walnął mnie w plecy.
-
Przepraszam.
Wołałam cię ale chyba nie słyszałaś, więc ...
-
Więc
postanowiłaś mnie walnąć.
-
Tak.
Powiedzmy, że tak ...
Lizzie od zawsze była szalona,
można nawet powiedzieć, że nienormalna. Jednak nie przeszkadzało to mi, w
przyjaźni z nią.
-
I co
wypatrzyłaś sobie jakiegoś przystojniaczka ?- zapytała idąc razem ze mną w
stronę sali od fizyki.
-
Nie.
-
Nie, to
znaczy że jeszcze nie szukałaś, czy że nie znalazłaś ?
-
Nie, to
znaczy, że nie chcę mieć teraz chłopaka.
Powiedziałam na odczepnego i
weszłam do sali lekcyjnej. Na środku stał starszy, brodaty mężczyzna. Inaczej
mówiąc nauczyciel fizyki, pan Wolter. Przedstawił się nam i wyszedł. Usiadłyśmy
na wolnym miejscu i czekałyśmy na dzwonek, rozpoczynający lekcje. Było to
trochę dziwne, ponieważ zwykle czeka się przed klasą, a nie w jej wnętrzu. Gdy
zabrzmiał alarm, na którego czekałyśmy pan Wolter wszedł do klasy.
-
Dzień
dobry, najdrożsi.
-
Dzień
dobry.
-
Powiedział
do nas najdrożsi ?! - szepnęłam Lizzie do ucha.
-
Tak.
Dziwak podobno jest z niego. Zobacz jak on wygląda. Ubrał się i uczesał jak
nienormalny.
Zupełnie jak mój brat- pomyślałam.
-
Hehe.
Niechętnie, ale się z tobą zgodzę.
Naszą zabawną rozmowę musiał
przerwać pan Dziwak.
-
Przeszkadzam
wam w czymś.
-
Nie, my
tylko..
-
Nie
tłumaczcie się. Jesteście nowymi uczennicami, prawda?
-
Tak.
-
A więc to
było moje pierwsze i ostatnie ostrzeżenie. Następnym razem kiedy się
odezwiecie, czeka was kara.
Co to znaczy "czeka was
kara"? Co miał na myśli, to mówiąc?- te skomplikowane i trudne myśli
przepływały mi przez komórki mózgowe.
Po skończonej lekcji poszłyśmy na
plac szkoły i usiadłyśmy, jedząc lunch na ławce.
-
Dziwny
ten nauczyciel.
-
Tak,
jasne ...
-
W ogóle
nie umie uczyć.
-
Tak,
jasne ...
-
Liz! Ty
mnie w ogóle słuchasz?!
-
Noo ..
Tak.
-
Lizzie!
-
Zobacz
jaki przystojniak. Chodzący ideał.
No tak. Liz tylko jedno w głowie.
Chłopcy. Zawsze gdy zobaczyła jakiegoś przystojniaczka, traciła głowę, jakby w
ogóle nie myślała.- pomyślałam.
Wskazała na chłopaka siedzącego na
murku, koło głównego wejścia szkoły. Rzeczywiście nie była brzydki. Jednak jak
na mój gust, to do ideału mu brakowało sporo.
-
Nawet
ładny, ale nie w moim guście.
-
Nie znasz
się! On jest piękny.
-
Dla
ciebie tak, ale dla mnie nie..
-
Cicho!
Ważne, że mnie się podoba.
Siedziałyśmy tak jeszcze przez
chwilę. Ja oglądałam piękno otaczającej mnie natury, a Liz gapiła się na
niego(tego pięknego chłopaka, oczywiście dla niej pięknego) i zapisywała coś w
swoim notatniku. Jeśli można to nazwać notatnikiem, ponieważ od kiedy go
ujrzała jego kartki zostały zapełnione jego podobiznami. Wyglądało to nawet
ładnie, bo Lizzie miała talent plastyczny. Była chyba jedynym wilkołakiem na
świecie o takiej umiejętności.
Kiedy już lekcje się skończyły, pożegnałam
się z przyjaciółką i poszłam w stronę przystanku. Gdy doszłam, spojrzałam na
rozkład jazdy. Autobus miałam dopiero za 40 minut ! Co ?! Dopiero! -pomyślałam
oburzona, tym faktem. Usiadłam na "przystankowej" ławce i rozmyślałam
zdenerwowana. Po chwili namysłu zdecydowałam, że wrócę do domu pieszo. Poszłam
prosto, następnie skręciłam w lewo. Weszłam na zupełnie pustą uliczkę. Było tam
bardzo ciemno, a wokół mnie nikogo. Nagle usłyszałam jakiś hałas. Moim zdaniem
było to coś w rodzaju opuszczanego noża. Przyśpieszyłam krok, prawie do biegu i
skręciłam w prawo kierując się do centrum Handlowego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz