sobota, 11 lutego 2012

Rozdział 5


Włączyłam program nr. 5, na którym leciał właśnie mój ulubiony serial "The vampire diaries". ( uwielbiałam go pomijając fakt, że nienawidzę wampirów.)Niestety puszczali powtórki, więc przełączyłam na TLC. Leciała tam Dr. G. Nie lubiłam tego, lecz nic innego co było w TV mnie nie interesowało. Zostawiłam więc na tym programie. Postanowiłam wytrwać do czasu, aż Tom pójdzie na tą imprezę, z okazji ...- właściwie sama nie wiem z jakiej to było okazji. Niestety  zasnęłam w ciągu pierwszych 15 min. Nawet nie wiedziałam czy Tom dotarł na tą dyskotekę czy też nie. Szczerze mówiąc nie obchodziło mnie to.
Rano obudził mnie głos jakiejś kobiety. To nie była moja matka. Właściwie nie wiem kto to był. Jakaś obca baba siedziała właśnie w moim salonie! - pomyślałam cała zagotowana w środku. Po otworzeniu oczu zobaczyłam kim już była ta kobieta, zobaczyłam także moich rodziców, płaczącą matkę i ojca z jego zmartwioną miną. A zaraz za nimi grupkę policjantów i oczywiście kobietę która mnie tak wkurzała. To była policjantka. Podniosłam się i od razu moją uwagę przykuł mały piesek siedzący na fotelu.
-          Mamo. Co się dzieje!? Gdzie jest Tom?!
Matka nie odpowiedziała tylko zaczęła głośniej płakać.
-          Mamo! Co się dzieje!?
-          Kochanie..- powiedział tata.-twój brat zaginął wczoraj wieczorem.
-          Co?! - w tym momencie moja twarz zalała sie łzami.
-          Nie widziano go od wczoraj, gdy wyszedł na dyskotekę.- tłumaczyła mi ze spokojem policjantka.
-          Jak to ?! Przecież on nie mógł tak po prostu zniknąć! Musi być jakieś wytłumaczenie, na to co się zdarzyło.
-          Przykro mi.. ale jedyne co możemy ci na razie powiedzieć to, to że najprawdopodobniej został uprowadzony.
Zasłoniłam twarz rękoma i pobiegłam do pokoju. Kiedy policjanci opuścili już nasz dom, do mojego pokoju weszła mama.
-          Kochanie to nie wszystko co mamy ci do powiedzenia..
-          Co? To jest coś jeszcze.
-          Twoja babcia.. Ona nie żyje.
Rozpłakałam się jak szalona. To była moja jedyna babcia, ponieważ od strony taty nie znałam ani babci, ani dziadka. Nie mam już nikogo. Babcia, ani dziadek już nie żyją, Tom zaginął.- pomyślałam. Przytuliłam się do mamy. Ona objęła mnie jak najmocniej mogła głaszcząc mnie jedną ręką po plecach.
-          Mamo, dlaczego odchodzą osoby, które kocham.-powiedziałam łykając łzy.
-          Nie wiem kochanie, nie wiem.
Ten dzień nie mógł zacząć się gorzej.
-          Córeczko, jeszcze jedna sprawa. Czy mogłabyś zrobić plakaty o zaginięciu pieska. Tego co siedzi u nas w salonie. Na pewno ktoś martwi się o niego tak jak my o Toma.. - powiedziała i wyszła z pokoju.
-          Oczywiście. - nie zdążyłam nawet odpowiedzieć. Widziałam jak ona cierpiała. Wiedziałam, że to moja wina(oczywiście, że Tom znikł) i chciałam jakoś pomóc, więc wzięłam się do robienia ogłoszenia. Zbiegłam na dół z aparatem. Zrobiłam kilka zdjęć psu i poszłam do swojego pokoju, wgrać je na laptopa. Kiedy skończyłam już robienie ogłoszeń, ubrałam moje ulubione trampki i zeszłam pożegnać się z rodzicami. ( chciałam iść poszukać brata, jak i również porozwieszać te o to plakaty.)
-          Mamo idę porozwieszać plakaty z ogłoszeniem, gdzieś w okolicy .- powiedziałam spoglądając kątem załzawionego oka na policjantkę, która próbowała uspokoić moją matkę.
-          Dobrze kochanie idź. - nie spojrzała nawet na mnie, ponieważ była tak zdruzgotana. Łzy same leciały jej z oczu. Tak jak i mi.
Wyszłam na podwórko i pierwsze co zrobiłam, to było rozejrzenie się dookoła. Następnie otarłam rękawem łzy i skierowałam się do domu mojej przyjaciółki. Wiedziałam, że Lizzie jest teraz w szkole, jednak coś mnie tam ciągnęło. Nie bardzo wiedziałam co to takiego. Zapukałam do drzwi. Otworzyła je jej mama.
-          Dzień dobry.- wykrztusiłam podciągając nosem i zasłaniając włosami łzy w oczach.
-          Witaj kochana. W czym ci mogę pomóc?
-          Czy jest .. - nie zdążyłam odpowiedzieć, bo ona wyprzedziła moje pytanie.
-          Lizzie nie ma, jest w szkole. Z resztą ty też powinnaś tam być. Czy coś się stało? Mogę jakoś pomóc.
-          Nie nic się nie stało. Małe problemy rodzinne. - Mówiąc "małe" kłamałam. Przecież każdy kto stracił babcię i zaginął mu brat czy siostra, mniejsza nie może czuć się okej.- Ja już pójdę. Miło było panią zobaczyć. Mam prośbę jak Liz przyjdzie, niech do mnie zadzwoni. Dowidzenia.
-          Ciebie także miło było zobaczyć. Powiem jej. Dowidzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz