piątek, 3 lutego 2012

Kontynuacja rozdziału 1



Po zakończonej rozmowie poszłam spać do swojej sypialni. Gdy się obudziłam była godzina 8.05. O nie ! Zaspałam! Do rozpoczęcia lekcji zostało zaledwie pół godziny ! Wstałam cała w nerwach, że spóźnię się do szkoły i to pierwszego dnia. Podeszłam, prawie że biegnąc do szuflady z bluzkami i wybrałam najwygodniejszą jaką miałam.                                                                                                                      




















Następnie podbiegłam do szafy ze spodniami. Wybrałam  rurki. Gdy zakładałam spodnie w pośpiechu, usłyszałam troskliwy głos mamy.          
                                                                            

-           Kate, kochanie choć na śniadanie.
-          Już idę, mamo!
Wzięłam w rękę trampki sięgające do kostki i ruszyłam na dół, w stronę kuchni.
-           WOW! Mała, wyglądasz strasznie.
-          Wiem, nie zdążyłam się uczesać i pom..
-          Coś mówiłaś, skarbie.
-          Oj, Billy. Kate ma już 15 lat. Dorasta...
-          To niech dorasta. Ale malowanie nie jest jej potrzebne. Jest piękna bez tego całego make-up'u.
-          Chodzi mi o to, że jak każda dziewczyna w jej wieku chce wyglądać ładnie. Zrozum, że jest już duża i może sobie pozwolić na malowanie.
Mama zawsze wstawiała się za mną gdy w grę wchodziło malowanie. Pod tym względem była naprawdę dobra, ponieważ zazwyczaj wygrywała tą trudną i wyczerpującą rozmowę.
-           Cieszę się, że jest tak otwarta na nowe wyznania, ale ...
-          Ale .. co ?
O nie ! Jest jakieś ale ! To zazwyczaj źle wróżyło .
Wtrącanie się gdy tata mówił nie było dobre, szczególnie w sytuacji gdy w grę wchodził make-up.
-          Ale, wolałbym gdybyś  spróbowała czegoś innego.
-          To wolisz żeby twoja córka ćpała, piła i paliła?
-          No właśnie tato. - powiedziałam biorąc ogórka kiszonego.
-          Nie.
-          No właśnie. Daj jej trochę wolności pod tym względem.
-          Pomyślę o tym.
Hura! Cieszyłam się niezmiernie, ponieważ ponownie wygrałyśmy "bitwę". Jednak moje szczęście nie trwało długo. Gdy spojrzałam na zegarek była już 8.30. Minęło już 20 minut!  Teraz to już na pewno się spóźnię! Pobiegłam na górą do łazienki i niechlujnie przeczesałam włosy. Następnie zeszłam ponownie na dół, przytuliłam rodziców na pożegnanie i wyszłam pośpiesznie z domu. Pobiegłam wprost na przystanek, na którym stał już autobus. Ludzie wsiadali i wysiadali z niego. Odetchnęłam z ulgą, wiedząc że nie spóźniłam się na niego. Wsiadłam do środka, odbiłam bilet i usiadłam na wolnym miejscu. Gdy dojechałam na miejsce (czyli do szkoły) od razu moją uwagę przykuła duża wieżyczka na środku dachu. była ona pięknie ozdobiona (przynajmniej jak dla mnie).Moja fascynacja jednak nie trwała długo. Kiedy stanęłam w bramie(była naprawdę wielka), poczułam się dziwnie. Jakby ktoś mnie obserwował. Nie myliłam się. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam ze sto twarzy (jak nie więcej) patrzących się na mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz