środa, 15 lutego 2012

Rozdział 6


Skierowałam się w stronę "deptaku". Musiałam przecież rozwiesić te ogłoszenia, ze znalezieniem psa. Postanowiłam, że to będzie idealne miejsce. Podeszłam do pierwszej kolumny z ogłoszeniami ( itp.) i zaczęłam rozwieszać na niej kartki... Po skończonej pracy(czyli rozwieszaniu ogłoszeń) poszłam w stronę sklepu "jubilerskiego". Chciałam kupić sobie nowe kolczyki. Weszłam do sklepu i nagle go zobaczyłam. Stał i kupował naszyjnik. Dał pieniądze ekspedientce i spojrzał wprost na mnie, robiąc przy tym oczy jakby zobaczył dinozaura. Tom(mój brat) przecież zaginął. Policja go szuka, a on kupuje jakiś tandetny naszyjnik.
-             Tom! Co ty tu robisz?! Wiesz jak się o ciebie martwimy!- powiedziałam krzycząc na cały sklep.
-          Ciszej, mów ciszej..- uspokajał mnie młodszy brat.
-          Powaliło cię?! Wszyscy się martwią, że coś ci się stało!
-          Przepraszam.- I już. Czy to słowo chciałam usłyszeć?! Czy ktokolwiek chciałby usłyszeć to w takiej sytuacji. Mówiąc jednym słowem : ZATKAŁO MNE!
-          Co. To wszystko?!
-          O co ci chodzi dziewczyno!- krzyknął wychodząc ze sklepu.( Oczywiście pobiegłam za nim.)
-          Po pierwsze to jestem TWOJĄ siostrą, a po drugie to o co TOBIE chodzi!
-          Mi o nic. To ty się czepiasz. Idę do domu, więc daj mi spokój. Ok?
-          Nie, nie dam ci spokoju. Pójdziesz do domu ze mną. Jasne?
-          Jasne jak słońce siostrzyczko.
Szliśmy, więc tak przez długi deptak w stronę domu. Nawet zapomniałam kupić kolczyki, na które "czaiłam się" od miesiąca. Wszystko przez Toma- pomyślałam. Nagle z ręki wypadła mi taśma klejąca. Schyliłam się, by ją podnieść. W pewnym momencie ktoś uderzył mnie ramieniem w talię.
-           Ała.. - powiedziałam wijąc się z bólu.
-          Przepraszam nie chciałem.-powiedział znajomy głos.
Podniosłam głowę żeby ujrzeć "napastnika". Wow- pomyślałam. Ale przystojniak.
-          Nic się nie stało, chyba nic.- wyszeptałam i wtedy po raz pierwszy spotkały się nasze spojrzenia.
-          To dobrze.- uśmiechnął się i odszedł.
Jego uśmiech był porażająco piękny. Właściwie on cały był piękny. Może nawet przepiękny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz